Archiwa kategorii: Psychologia ogólna

Strach to najlepsze co może mnie spotkać – TAK TAK DOBRZE CZYTACIE

Strach jest emocją, którą po prostu uwielbiam, poznaje coraz głębiej i coraz bardziej go lubię :) i nie chce się go pozbawiać. AKCEPTUJE GO W 100% 

Strach  daje mi wskazówki do działania, do wyboru kierunku w którym chce podążać, pokazuje czego nie chce  i jest to emocja, która najintensywniej informuje mnie o moich potrzebach!!

Odczuwając strach, zawsze pytam go: O co Ci chodzi? Czego potrzebujesz? Czego nie masz? i odpowiedz od razu sie pojawia np: pracy nad książką w swoim tempie, spokoju, mojego własnego pomysłu na wyjście z danej sytuacji, wolności w podjęciu decyzji, czasu na naukę nowych umiejętności  a nie pośpiechu  itd.

 

WARTO SIĘ ZŁOŚCIĆ

Uczestniczyłam ostatnio w ciekawej dyskusji na temat złość. Uczestnicy spotkania  twierdzili że wstydzą się przyznawania do złości oraz nie dają sobie prawa do jej przezywania. Ba niektórzy nawet upierali się że złość to uczucie zupełnie obce. Złość często też kojarzyła się uczestnikom z agresją i niepohamowanym gniewem. Pejoratywne znaczenie złość, niektórzy podkreślali uzasadnieniem, że rodzi ona przemoc i gwałt wobec innych osób. Złość często była kojarzona z byciem złym człowiekiem, który wyładowuje się na innych. Na poparcie swoich teorii przytaczali badania pokazujące, że społeczeństwa, które zachęcają do otwartego wyrażania złości i kręcą o niej filmy są społeczeństwami przemocy np. w Stanach Zjednoczonych popełnia się pięciokrotnie więcej brutalnych przestępstw niż w Japonii, gdzie normy społeczne nie pozwalają na ujawnianie złości. Pewna część uczestników owego spotkania była także skłonna namawiać innych do tego by zamiast złościć się, odczuwali spokój i pogodę ducha pomimo obiektywnych przesłanek skłaniających do złości, niezadowolenia czy zdenerwowania.

Chociaż nasze społeczeństwo nie jest aż tak rygorystyczne  jak japońskie, to wyrażanie złości nie jest u nas akceptowane społecznie. Złość obrosła bowiem negatywnymi mitami i stereotypami  typu: „Złoszczą się tylko zli ludzie, „Złość piękności szkodzi”, „Nie złość się bo to grzech”, „Nie złość się, bo przestanę Cię kochać” lub „Nie wypada się złościć”, to ostatnie stwierdzenie szczególnie odnosi się do  kobiet.  Albowiem w myśl naszego kulturowego wychowania dziewczynka powinna być grzeczna, miła, uległa a złość czy gniew są negatywnymi emocjami, które nie uchodzą kobietom.

Generalnie można powiedzieć że złość, gniew, zdenerwowanie to uczucia niepozytywne, których się wstydzimy i nie chcemy bezpośrednio wyrażać. Jednak złość jest jedną z podstawowych i pierwotnych emocji. Jak uważają psycholodzy jest ona takim samym uczuciem jak radość czy smutek. Nie ma w niej nic złego. Niedobry może być tylko sposób jej okazywania i wyrażania czyli agresja lub ukrywanie złość za parawanem śmiechu. Zarówno bowiem agresywne wyładowywanie złości jaki i jej zaprzeczanie jest szkodliwe dla naszego zdrowia psychicznego. Przyznajmy więc sobie i innym prawo do złości i zdenerwowania . Nie mam tu oczywiście na myśli zgody na agresję,  przemoc czy obrzucanie obelgami innych ludzi. Chodzi mi  o akceptację  przeżywania złości i przyznania się przed sobą samym, że czasem po prostu się “wkurzamy”. Często zamiast powiedzieć „jestem zła” zaprzeczamy temu uczuciu i połykamy go, czując ucisk w żołądku. Zamiast powiedzieć koleżance z pracy, która ciągle nie oddaje nam długu: „Mam dość czekania”, „Złości mnie, kiedy ciągle przeciągasz spłatę długu” siedzimy cicho i wmawiamy sobie, że nie ładnie jest upominać się o pieniądze. Lub kiedy nasz partner  ciągle nas oszukuje nie wyrażamy wprost swojego gniewu mówiąc: „Jestem wkurzona i nie chce być już dłużej oszukiwana” tylko milczymy i wmawiamy sobie, że złość jest naszym złym doradcą.  Jeśli jednak zaprzeczamy złości to docinamy się od naszych emocji a więc odcinamy się od nas samych. Możemy oczywiście odciąć się od emocji które przezywamy i możemy zaprzeczać ich istnemu ale nie łudźmy się że te emocje znikną. Zaprzeczając złości nadal będziemy zdrenowane na partnera czy „wkurzone” na koleżankę z pracy. Takie zaprzeczanie może nas jedynie doprowadzić do licznych chorób i depresji, szczególnie u kobiet. Potwierdzają to badania amerykańskiej doradczyni rodzinnej Lois P. Frankel, która udowadnia, że u większości badanych kobiet depresje wywołuje skrywana i nie wyrażona złość. Albowiem ukrywanie złości pochłania olbrzymie zasoby energii „Umysł i ciało muszą dodatkowo pracować, by ukryć to, co się dzieje i sprawić, by wyglądało na to że wszystko jest w porządku” – pisze Frankel w swojej książce „Kobieta i depresja”.
Brak kontaktu ze swoją irytacją prowadzi nas także do bezbronności i nieumiejętności stawiania granic czyli przysłowiowo pozwalamy innym „wchodzić sobie  na głowę”. Złość bowiem daje nam sygnał, że coś dzieje się w niezgodzie z naszym Ja oraz naszymi wewnętrznymi potrzebami. Złość mobilizuje nas do działania i dodaje nam energii do obrony siebie przed sytuacjami li ludźmi którzy nam w jakiś sposób zagrażają. Nie obronimy się skutecznie przed atakiem ze strony agresywnego partnera  lub koleżanki z pracy, która zabrałam nam projekt i przedstawiła go szefowi jako własny, jeśli najpierw nie poczujemy złości na zachowanie tych osób. Umiejętne wyrażanie złości jest zatem potrzebne bo obrony naszych granic oraz daje innym jasny komunikat: „Nie zgadzam się na to co mi robisz”, „Nie wyrażam zgodny na takie zachowanie”. Złość daje nam też energie potrzebną do podjęcia działania. Jeśli na przykład mamy dość awantur partnera możemy powiedzieć: „Nie chce już dłużej znosić twoich wrzasków, składam pozew o rozwód” lub możemy powiedzieć koleżance, która ukradła nam projekt: „Nie mam zamiaru dłużej tolerować twojego zachowania idę do szefa wyjaśnić całą sytuację”. Złość dodaje nam więc odwagi do rozpoczęcia życia na nowo. Jeśli więc nie wyrażamy swojego niezadowolenia w zdrowy sposób, to doprowadzamy siebie do stagnacji, pozornej zgody na to by inni nas wykorzystywali oraz do kumulacji złości na siebie samą, że nie mamy odwagi zawalczyć o siebie.

Odczuwanie i wyrażanie złości w sposób, który nie rani innych ludzi, daje nam poczucie siły i wewnętrznego spokoju. Albowiem zdrowe okazywanie naszej złość, gniewu, czy zdenerwowania podnosi naszą samooceną, bo wierzymy że mamy prawo do własnego zdania, do decydowania o tym jak chcemy żyć oraz jasno pokazujemy innym granice, których nie chcemy by przekraczali.

pogoda – na nią wpływu nie mamy

Pogoda jest jaka jest i na nią nie mamy wpływu, mamy natomiast wpływ na to jak się zachowamy wobec takiej pogody – czy będziemy biadolić, narzekać, marudzić czy też zaakceptujemy fakt pogodowy i zdecydujemy, że nie musi on wywierać wpływu na nasz nastrój, zachowanie, decyzje.
A zatem działamy, cieszymy się życiem a nie marudzimy!

przemyślenia pod koniec roku……

• Mam już 40 lat i nie mam partnera. Boże, to katastrofa, jestem taka nieszczęśliwa!
• Zostawiła mnie żona, jak ona mogła?!! nie przeżyję tego, to straszne, to już koniec mojego życia!
• Jestem najlepszy w pracy a szef tego nie docenia. Gdyby mnie zwolnił, to by było potworne – to by mnie zabiło!

Takie przekonania w naszej głowie (często powtarzane ) sprawiają, że uważamy je za prawdziwe, groźne, kategoryczne i negatywnie oceniające nasze możliwości poradzenia sobie z trudnościami życiowymi. Takie sztywne przekonania powodują tym samym, że sami wpędzamy siebie w przesadnie negatywne emocje – rozpacz, strach, beznadzieje itd. A ponieważ nasza wyobraźnia do tworzenia negatywnych scenariuszy nie zna granic, to sami wkręcamy się w coraz bardziej pesymistyczne wizje przyszłości. Widząc tylko czarne rozwiązania trudności życiowych, nie działamy, nie rozwiązujemy ich, tylko upajamy się ich obecnością. Twierdzę nawet, że niektórzy uwielbiając tkwić w poczuciu krzywdy – „jaki to ja jestem biedny, pokrzywdzony a jaki ten świat niesprawiedliwy, jacy ci ludzie okropni i źli”
taka postawa życiowa pokazuje, że zbytnio przejmujemy sie trudnościami życiowymi i zbyt duże nadzieje pokładamy w innych ludziach. wymagamy by nas kochali, szanowali bo bez tego nie możemy żyć a prawda jest taka, że możemy bez tego żyć :) . czasami to trudne, bolesne i smutne ale możliwe do przeżycia i życia dalej. ponadto nic nie trwa wiecznie, czas płynie i to tylko od nas zależy co dalej zrobimy ze swoim życiem.
Trudnościami w życiu warto się zajmować ale nie warto się nimi nie przejmować!
Osoba dojrzała to taka, która nie wymaga od życia i innych ludzi określonych zachowań i zdarzeń. przyjmuje życie takim jakim ono jest i decyduje co zamierza w nim robić. Zdaje sobie sprawę, że życie i inne osoby nie służą do tego, żeby zaspokajać jej zachcianki. A najważniejsze jest, że tych zachcianek wcale nie potrzebuje do szczęścia! Kiedy jesteśmy nieodporni na poziomie emocjonalnym, zawsze mamy wymagania co do innych ( zona nie powinna mnie zostawić, szef nie może mnie zwolnić, muszę mieć partnera by być szczęśliwym)

kolejne fałszywe przekonania w naszej głowie

„To przeszłość jest przyczyną moich problemów. To przez rodziców nic mi nie wychodzi. To moja przeszłość wpływa na moje zachowania. nie nie mogę na to poradzić”

czyżby?:)

Przeszłości już nie ma, nie może zatem wpływać na moje zachowania. To moje obecne przekonania są przyczyną moich problemów. Oczywiście mogłem się tych przekonań nauczyć w przeszłości, ale żyję „tu i teraz” a zatem mogę teraz analizować, weryfikować i zmieniać moje przekonania.

musi być tak jak ja chce i już!

Uwielbiam przekonania w naszej głowie, które skutecznie hamują nam radość życia np:
„Wszystko musi być zgodne z moimi założeniami i przewidywaniami, jeśli tak nie jest, to życie jest nie do zniesienia. Nie mogę tak żyć! Chce i wymagam, by było tak jak sobie zaplanuje, wymyślę, wymarzę a jak tak nie jest to życie jest złe.”

Nie ma takiego prawa, które mówi, że wszystko musi być takie, jak ja chcę i wymagam.Możemy być wtedy zawiedzeni, rozczarowani, smutni ale jest to do zniesienia, w szczególności wtedy, kiedy nie katastrofizujemy w związku z tą sytuacją, tylko przyjmujmy ją z całą jej oczywistością.

Szef pod choinka czyli wigilia w pracy

Komercjalizacja świąt rozpoczęła się na dobre i to nie tylko w supermarketach ale także w naszych biurach, firmach i instytucjach. Obyczaje świąteczne takie jak wigilia, opłatek, prezenty, czyli coś, co należy do sfery prywatnej przeniosły się do naszego życia zawodowego. Od jakiegoś czasu bowiem coraz modniejsze stały się wigilie przyjęcie firmowe organizowane z coraz większą „pompą”.  Wystawne kolacje w drogim klubie, pubie ze striptizem czy modnej restauracji  gdzie serwowane są  najdroższe dania  oraz wytworne wina „za darmo”. Przypominają mi się też czasy komunistyczne i słynne „śledziki”, które w praktyce polegały na wyskokowych imprezach ostro zakrapianych alkoholem. Na początku lat 90 tych zwyczaj „wigilijnych opłatków” przejęły firmy prywatne, nadając im sens komercyjny. Dlaczego? Ponieważ wigilia w firmach to świętowanie w bardzo świeckim znaczeniu tego słowa. Jest to bowiem często interesowne przyjęcie organizowane przez pracodawców, którzy wykorzystują specyficzną atmosferę świąt po to, żeby lepiej przywiązać pracowników do firmy. Uruchamiają w nas bowiem jedną z podstawowych technik wywierania wpływu zwaną zasadą wzajemności. Zgodnie z nią rewanżujemy się za otrzymane podarunki lub przysługi. Obecnie firmy a szczególnie te duże molochy, prześcigają się w tych podarunkach: premie, dodatkowe pieniądze, bony i to nie tylko na artykuły spożywcze, prezenty dla rodziny, wyjazdy zagraniczne ufundowane przez pracodawców czy szkolenia w Meksyku dla najlepszych pracowników. Wszystko po to by lepiej zmotywować i związać pracowników z firmą. W zamian za te prezenty pracodawcy w imię reguły wzajemności, chcą byśmy czuli się bardziej zobowiązani do intensywniejszej pracy i do coraz lepszego wykonywania naszych zadań, bo przecież firma nas tak ceni.

Tylko co z tych prezentów przyjdzie pracownikom jeśli na co dzień atmosfera w firmie jest nie do zniesienia, a dobre słowa czy nagrody są rozdawane tylko raz w roku przed świętami? Z kolei w firmach, gdzie są kiepskie płace a dużo wymagań, jednorazowy prezent pod choinkę niczego nie załatwi. Pracownicy przyjdą na wigilię ale ze skwaszona miną i w złym humorze, bo po całym dniu ciężkiej pracy będą musieli jeszcze zostać w firmie i uśmiechać się do nie lubianego szefa, a prezenty przyjmą jak coś, co im się  „w końcu przecież należy”.  Nie będzie więc to dla nich żadna motywacja czy nagroda ale  raczej kolejny obowiązek narzucony im przez szefa. Natomiast w firmach, które dbają o kulturę pracy i dobre relacje z pracownikami, takie przyjęcia i prezenty to już tradycja, do której się przyzwyczaili i traktują upominki jako coś oczywistego.

Najgorsze są jednak tzw. „nasiadówki” z kolędami  w tle, gdzie wszyscy pracownicy z ponurymi minami, ale na siłę próbujący się uśmiechać w stylu „keep smiling” siedzą przy stole konferencyjnym i zerkają na zegarki odliczając pozostały do wyjścia czas. Taka sztywna i wymuszona wigilia z obowiązkowym dzieleniem się opłatkiem, „cmokaniem” i reklamówką z czekoladkami dla rodziny, naprawdę niewiele wnosi do firmy, no może oprócz nerwów i stresu.

Okazuje się jednak że nasza natura człowiecza jest przewrotna bo chociaż prezenty nie motywują i często na nie narzekamy, to ich brak okazuje się dla nas bardziej przykrą niespodzianką w stylu „w ogóle o nas nie dbają”, „uważają ze nawet prezentów nie muszą dawać” itd . Miałam okazje się o tym przekonać kilkakrotnie podczas doradztwa w wielu firmach. Bowiem pracownicy z racji Świąt oczekują, a nawet wymagają od przełożonych jakiś bonusów, a szczególnie tych finansowych. Kiedy ich nie otrzymują czują się niezadowoleni , pokrzywdzeni i niedowartościowani przez szefostwo.
Są też tacy, którzy uważają, że prezenty od szefa to nie prezenty bowiem „nie są  bezinteresowne i  zaprzeczają tym samym głębszemu sensu świąt Bożego Narodzenia , czyli idei bezinteresownego obdarowywania siebie nawzajem upominkami” jak powiedziała mi kiedyś jedna z uczestniczek przedświątecznego szkolenia, notabene szkolenie to było organizowane jako nagroda dla najlepszych pracowników.

Na  polu zawodowym na pewno ciężko o bezinteresowne prezenty, bo  bardzo często otrzymujemy lub dajemy prezent po to, żeby „coś” załatwić i by to „coś” potem przełożyło się na naszą korzyść. Ale patrząc z drugiej strony z drugiej strony, otrzymywanie i dawanie prezentów jest przyjemne a i wspólna kolacja w pracy czasami bywa radosna, co więc w końcu zrobić z tymi firmowymi wigiliami? …

Christmas Woman. Christmas Tree Holiday Hairstyle and Make up

zalety mają moc

szkoląc ciągle napotykam się na opór kiedy proszę wypisać swoje zalety…
spora część osób chce pisać o tym czego nie umieją, jakie mają wady a zalety…no właśnie… tu pojawia się cisza, zaduma i brak wiary, że zalety dają moc tworzenia rzeczywistości takiej jakiej chcemyBezPowodu_photo_151